Kolejna zmiana- w drugiej części rozdziały oprócz numeru będą miały również nazwę. Od następnej notki (rozdział 3) zacznie się opowieść Ginny. Rozdział 2 ma 2050 słów :D Dedykacja dość nietypowa, gdyż dla pieska ( dzisiaj mija 5 lat odkąd zasnęła snem, z którego już nigdy się nie wybudzi :( )
Ps.Udanego weekendu ;)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Ciociu, gdzie
jesteś?- zapytała Dramiona, gdy przekroczyła próg domu Zabini’ch.
-W piwnicy-
usłyszała w odpowiedzi kobiecy głos. Panna Granger nie zwlekając ruszyła ku
schodom, a w myśli cieszyła się, że zdecydowała się na adidasy, a nie na
szpilki. Kiedy Dramiona była mała często przesiadywała w piwnicy. Lubiła
grzebać w kartonach z pamiątkami, albumami, dziennikami. Jednak miejsce, w
którym obecnie się znajdowała w ogóle nie przypominało pomieszczenia, które z
dzieciństwa zapamiętała Dramiona. Ściany były pomalowane na jasny róż zamiast
na szaro. Kobieta w miejscu prowizorycznej lampy zauważyła przepiękny,
elegancki żyrandol. W koncie zamiast szafy ze starymi ubraniami, stał barek i
mały aneks kuchenny. Zszokowana panna Granger spuściła głowę. Na ziemi również
dostrzegła zmiany. Na ziemi leżał miękki, puszysty dywan, który był
przeciwieństwem wcześniejszego wyglądu podłogi- szarej wykładziny. Na środku
piwnicy stała wielka kanapa, a obok niej dwa fotele, pomiędzy którymi był stół.
-Podoba Ci się?
-Ciociu jest wspaniale, ale co Cię zachęciło
do tak radykalnych zmian?
-Obiecałam Twojej matce, że dokończę za nią
historię jej wielkiej miłości. Pomyślałam, iż miło by było, abyśmy miały
kameralne warunki.
-Ciociu, tu jest…sama nie wiem jak to nazwać.
Fenomenalnie? Nie, to słowo nie oddaje uroku tego miejsca. Tej dziewczęcej
atmosfery.
-Cieszę się, że Ci się tu podoba, kochanie.
-Mam pytanie.
-Hm?
-Ciociu, bo poznałaś mamę, kiedy byłyście w
piątej klasie. Skąd znasz, wcześniejsze życie mojej rodzicielki.
-Skarbie, odpowiedź
jest prostsza niż Ci się wydaje. Kiedy uczyłyśmy się w siódmej klasie i
wiedziałyśmy już, że jesteśmy przysłowiowymi „dwoma połówkami jabłka”, jeśli
chodzi o przyjaźń, użyłyśmy legilimencję. Nie chciałyśmy mieć przed sobą
żadnych tajemnic. Pragnęłyśmy wiedzieć o sobie wszystko. Wielokrotnie w
późniejszym czasie powtarzałyśmy ten zabieg. W pewnym momencie stało się to
naszą tradycją. W ostatnie piątki miesiąca wieczorami spotykałyśmy się u Miony
w domu, chodziłyśmy na strych, tworzyłyśmy z fioletowych świec okrąg i
siadłyśmy po turecku w nim. Później czytałyśmy swoje myśli. Gdy kończyłyśmy ,
potrafiłyśmy jeszcze przez godzinę, czasami więcej, siedzieć w tej pozycji,
trzymać się za ręce i patrzeć sobie w oczy – podczas, gdy Ginny prowadziła swój
monolog, atmosfera w piwnicy z dziewczęcej zmieniła się na tajemniczą, magiczną
i romantyczną. Dramionie zabrakło słów. Wielokrotnie Hermiona zapraszała swoją
córkę na piątkowe babskie wieczorki z panią Zabini, jednak panna Granger zawsze
miała coś ważniejszego do roboty i dyplomatycznie się wykręcała. Teraz
zrozumiała, co straciła. Mogłaby lepiej poznać ojca, matkę, a, co
najważniejsze, lepiej ją rozumieć i zbudować z nią głębszą więź. Teraz było już
za późno… Ginny zauważyła, że jej słowa spowodowały zadumę u młodszej kobiety,
czekała więc cierpliwie, aż Dramiona pozbiera się w środku i się odezwie.
-Ciociu, gdybym mogła
cofnąć czas…-po twarzy panny Granger zaczęły płynąć łzy. Potterówna przytuliła
dziewczynę, a właściwie już kobietę, którą od zawsze uważała po części za swoją
córkę. Panie siedziały przez pewien czas w ciszy. Pierwsza odezwała się
Dramiona:
-Ciociu, mam prośbę.
Czy… czy mogłybyśmy się spotykać, tak jak Ty z mamą, w piątki, ale co tydzień?
-Oczywiście- starsza z kobiet uśmiechnęła się
ciepło do Magomedyczki.- Od kiedy chciałabyś zacząć?
Trzydziestolatka zamyśliła się na moment.
Analizowała, czy nie jest jeszcze za wcześnie, czy jest już gotowa, by otwarcie
rozmawiać o mamie, pierwszy raz od jej śmierci? Westchnęła. Przecież, im dłużej
będzie czekać, tym trudniej będzie jej wrócić do tego tematu.
-Ciociu, czuję, że w tym tygodniu będzie za
wcześnie, rany się jeszcze wystarczająco nie zasklepiły, abym była wstanie o
tym rozmawiać, bądź słuchać, ale co by ciocia powiedziała na piątek w przyszłym
tygodniu?
-Dopasuję się do
Ciebie. Co powiesz na kubek gorącego kakao?- Ginny, widząc, stan w jakim była
Dramiona, postanowiła rozładować atmosferę i napięcie, które pojawiło się w
piwnicy.
-Z wielką chęcią- odpowiedziała panna Granger
i uśmiechnęła się do przyszywanej cioci. -A jak tam w pracy?
-Na razie dostałam
miesiąc zwolnienia, a mimo to jest dobrze.
-Rozmawiałam z jednym
z moich znajomych, który również pracuje w Mungu. Stwierdził, że radzisz sobie
znakomicie na swoim stanowisku. Powiedział również, że dużo osób wierzy w Twój
szybki rozwój i awans, patrząc na Twój potencjał i poświęcenie tej pracy.
-Miło to słyszeć, ale ciocia mnie zna. Nie marzę
o stołku. Chcę pomagać innym. Nie dbam o pieniądze, bo je mam, aż w nadmiarze.
O opinie innych tym bardziej, chyba, że są bliscy dla mojego serca.
- Jestem dumna z Ciebie. Zawsze byłam i będę.
Pamiętaj, cokolwiek się stanie będziesz masz oparcie we mnie i wujku Blaisie.
-Dziękuję – Dramiona nie wiedziała, jak
odpowiedzieć, a to było jedyne, co przyszło jej do głowy w tym momencie. Po
chwili zdała sobie sprawę, że jest już późno, a ona nie wiedziała, ani nie
słyszała, aby ktoś poza nimi był w domu. Wcześniej się nad tym nie
zastanawiała, gdyż miała klucze i sama otworzyła sobie drzwi, a później
pochłonięta była rozmową z Ginny.
-Ciociu, a gdzie właściwie jest wujek?
-Blaise pojechał z
Will’em na ryby. Wracają za kilka dni. Woda od zawsze ich odprężała, jednak nie
rozumiem, co oni widzą w łowieniu.
-Jak byłam mała raz pojechałam z nimi.
-Naprawdę?
-To było wtedy, gdy ciocia z mamą pojechała na
weekend do SPA.
-Pamiętam. Jak Ci się podobał wypad na łono
natury?
-Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć,
ale dzięki temu rozumiem, dlaczego wujkowie tak chętnie tam jeżdżą.
-Może kiedyś się skuszę, ale szczerze w to
wątpię.
-Dlaczego? Nie chciałaby ciocia spróbować
swoich sił w łowiectwie?
-Tu nie chodzi o ryby.
-A o co ?
- Brzydzą mnie wszelkiego rodzaju ruszające
się poczwary.
-Chodzi cioci o robaki?
-Nazywaj to jak chcesz. Z własnej woli nie
pojadę w miejsce, gdzie jest dużo insektów, a tam na pewno jest ich cała masa.
Dramiono, nie śmiej się ze mnie.
-Przepraszam. Zaraz… przestanę.
-Co Cię tak bawi, moje dziecko?
-Bo…ciocia… znowu zaczęła gestykulować.
Ginny wiedziała już, o co chodzi. Od zawsze
miała problem z nadmiernym ruszaniem rękoma, gdy mówiła, jednak im była
starsza, coraz rzadziej zdarzało jej się tracić na tym kontrolę. Mimo to, gdy
mówiła o rzeczach, które ją brzydziły, przestawała panować nad swoimi
kończynami. Po chwili postawiła dwa kubki z parującym kakao na stole i usiadła
na kanapie obok Dramiony. Kobiety dyskutował dość długo. Panna Granger
postanowiła, że zostanie u cioci na noc. Gdy oba kubki od dawna były puste, a
tematy do rozmowy wyczerpane, przedstawicielki płci pięknej wyszły z piwnicy.
Ginny udała się do pokoju gościnnego, aby przygotować pościel dla Dramiony,
natomiast druga z pań poszła do salonu, by zadzwonić do Johna i powiedzieć mu,
że nie wróci dzisiaj na noc domu oraz życzyć Amelce słodkich snów.
Trzydziestolatka
myślała, że nie będzie mogła długo zasnąć, rozmyślając o wieczorze spędzonym z
ciocią. Myliła się. Chwilę po położeniu się do łóżka, była już w krainie
Morfeusza. Obudziła się. Był środek nocy. Na początku nie wiedziała, gdzie
jest, ale czuła się bezpiecznie w miejscu, w którym się znajdowała i wiedziała,
iż była tu już wcześniej. Po chwili ją olśniło-„Jestem w domu Zabini’ch”.
Zapaliła lampkę stojącą przy łóżku. Zaczęła się rozglądać po pokoju. Zauważyła,
że z szafy wystaje kawałek czarnego materiału. Wstała z łóżku i podeszła do
garderoby, aby poprawić ubranie i zamknąć drzwi mebla. Gdy dotknęła materiał,
wiedziała, że kiedyś miała już go w rękach. Zdecydowanym ruchem otworzyła
drzwiczki. Zakryła usta ręką, tak jakby chciała powstrzymać krzyk. Szafa była
pełna ubrań Miony. Skrawek, który panna Granger miała przed chwilą w swojej
dłoni, to był kawałek sukienki balowej, którą kupiła matce w zeszłym roku. Skąd
to się tu wzięło? Skąd się to tu wzięło?- kobieta powtarzała w myśli, dopóki
nie przypomniała sobie, że Hermiona na jakiś czas miała zamieszkać u Zabini’ch.
Zapewne ten pokój miał należeć do niej. Dramiona poczuła, że musi ubrać te
czarną sukienkę. Gdy ubranie było już na trzydziestoletniej kobiecie, spojrzała
w lustro i stwierdziła, że bardzo przypomina matkę. Machnęła różdżką, dzięki
czemu w pomieszczeniu słychać było balową muzykę. Pana Granger zaczęła poruszać
się w rytm utworu. Tańczyła minutę, godzinę, a może tylko sekundę. Przerwała,
gdy drzwi od pokoju gościnnego gwałtownie się otworzyły, a w progu stanęła
właścicielka domu.
-Kochanie, wszystko w ..- nie dokończyła
pytania, gdyż zobaczyła, w co ubrana była młoda kobieta.
-Ciociu, nie obraź się, ale gdy tylko zobaczyłam
tę sukienkę, poczułam, że muszę ją ubrać.
-Nie gniewam się, przecież te rzeczy od
śmierci Twojej matki są Twoją własnością. Dobrze się czujesz? Mogłam umieścić
Cię w drugim pokoju, ale nie pomyślałam, iż znajdziesz ubrania Mionki.
-Ciociu, czuję się dobrze.
Nic się nie stało. Nie myśl o tym.
- Na pewno?
-Pewno, pewno.
-Może spróbujesz jeszcze zasnąć? Jest czwarta
rano.
-Za bardzo się
rozbudziłam, ale jeżeli masz ochotę, to pójdź się położyć, ciociu.
-Też jestem zbyt rozbudzona.
-Przepraszam, to moja wina.
-Nie martw się.
Ludziom w moim wieku nie potrzeba już tyle snu.
-Skądś znam ten tekst.
-Z Twojego ulubionego filmu.
-Rzeczywiście, jak mogłam wcześniej nie
zauważyć?
-Wieczorem nic nie
jadłyśmy, więc co powiesz na bardzo późną kolację lub bardzo wczesne śniadanie?
-Z wielką chęcią.
-No to do kuchni- zarządziła uśmiechnięta
Ginny, dla której gotowanie było tym, czym dla jej męża majsterkowanie i
łowienie ryb- hobby i odbiciem od codziennych problemów.
-Ciociu, zaraz dojdę. Nie chcę zniszczyć
sukienki przy gotowaniu. Pani Zabini uśmiechnęła się, aby dać Dramionie znak,
że rozumie, po czym odwróciła się i poszła do kuchni, by dać trzydziestolatce
trochę prywatności. Kiedy panna Granger powiesiła w szafie sukienkę,
przejechała ręką po niej i popatrzyła na materiał z rozczuleniem, przypominając
sobie uśmiechniętą twarz matki, gdy zobaczyła prezent. Dramiona stała tak
jeszcze chwilę, następnie zamknęła garderobę i zeszła do kuchni, skąd można
było usłyszeć dźwięki krojenia i smażenia.
-Dalej lubisz jajecznicę?- zapytała Ginny,
która również zdążyła się przebrać w dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem, na
którą narzuciła fartuch.
-Mhm. Mogę jakoś pomóc?
- Zajmiesz się cebulą?
- Po co się odzywałam- mruknęła pod nosem
panna Granger, a na twarz przybrała minę męczennika, typową dla Draco, gdy
musiał zrobić coś, czego nie cierpiał lub coś na co nie miał ochoty.
-Żartowałam- na potwierdzenie swoich słów,
rudowłosa kobieta uśmiechnęła się.-Pokroisz chleb?
-Oczywiście- Dramiona
również odwzajemniła uśmiech i podeszła do chlebaka. Wyciągnęła pieczywo i
położyła na blacie. Następnie wyciągnęła z szafki deskę, a z szuflady nóż. Gdy
ukroiła kilka kromek, umyła przedmioty, których używała, a pajdy chleba
położyła na talerzu. W tym samym czasie Ginny skończyła smażyć jajecznicę. Kobiety
jadły w milczeniu, pogrążone we własnych myślach. Starsza z nich myślała od
czego rozpocznie pierwsze z serii piątkowych spotkań. Młodsza o czasie, jaki
był jej dany, aby zbudowała niepowtarzalną więź ze swoją matką, a który
zmarnowała. Niby nie kłóciły się, miały ze sobą całkiem dobry kontakt i
wspierały się, jednak trzydziestolatka czuła, że to nie było to, co powinno
łączyć matkę i córkę. Obiecała sobie w duchu, iż nie popełni tego błędu z
Amelką. Gdy talerze były puste kobiety udały się do salonu, każda z kubkiem
kawy, aby obejrzeć coś w telewizji. Długo skakały po kanałach zanim znalazły
coś, co je zainteresowało, ale jak to zazwyczaj bywa, nie minęło pięć minut, a
program został przerwany przez reklamy. Panie straciły ochotę na oglądanie, więc
wyłączyły urządzenie i zaczęły prowadzić luźną rozmowę. Około godziny 10
Dramiona udała się do domu, gdzie została powitana przez narzeczonego i córkę.
Postanowili, że spędzą typowe rodzinne popołudnie, grając w gry i wygłupiając
się. Wieczorem wykończona Dramiona położyła się do łóżka i przed zaśnięciem
myślała, czego dowie się o swoich rodzicach. W głowie zaczęło rodzić jej się
tysiąc pomysłów. Część z nich była zwyczajna, lecz zdecydowana większość wręcz
awykonalna lub bezsensowna. Miała miliony pytań, które czekały na odpowiedz,
jaka miała nadejść niebawem.
-Mamo?! Dramiona otworzyła oczy i pierwsze, co
zobaczyła to uśmiechnięta twarz jej córki. -Kochanie, coś się stało?- zapytała
na pół przytomna kobieta.
-Tak – to słowo zadziałało na pannę Granger,
która gwałtownie wyskoczyła z łóżka, niczym wiadro zimnej wody.
-Pali się, powódź, tato się rozchorował?
-Mamo, przecież wtedy bym się nie uśmiechała,
tylko byłabym przerażona.
-Rzeczywiście.
- Tato kazał Ci
przekazać, że mamy być gotowe, jak wróci, bo ma dla nas niespodziankę.
-Wiesz może, gdzie poszedł?
-Nie.
-A kiedy wyszedł?
-Jakieś 10 minut temu.
W chwili, w której Amelka udzielała Dramionie
odpowiedzi, kobiety usłyszały stukot kluczy przekręcanych w zamku.
-Miałyście być gotowe- powiedział, udając
złość, John.
-To wszystko wina
mamy.
-Moja?
-Tak, bo nie mogłam Cię dobudzić.
-Dobrze, już dobrze – mężczyzna czuł, że czas
zahamować tę wymianę zdań między matką a córką.
- Zbierajcie się, bo
nie zdążymy.
-Ale na co?- zapytała zdziwiona kobieta.
-Mamo, przecież tata
nie może nam powiedzieć, bo nie będziemy miały niespodzianki.
-Amelka ma stu
procentową rację, a teraz moje panie- szykować się do wyjścia. To rozkaz-
dodał, uśmiechając się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz