piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 2 - Balowa...

Hej :)
Kolejna zmiana- w drugiej części rozdziały oprócz numeru będą miały również nazwę. Od następnej notki (rozdział 3) zacznie się opowieść Ginny. Rozdział 2 ma 2050 słów :D Dedykacja dość nietypowa, gdyż dla  pieska ( dzisiaj mija 5 lat odkąd zasnęła snem, z którego już nigdy się nie wybudzi :(  )

Ps.Udanego weekendu ;)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Ciociu, gdzie jesteś?- zapytała Dramiona, gdy przekroczyła próg domu Zabini’ch.
 -W piwnicy- usłyszała w odpowiedzi kobiecy głos. Panna Granger nie zwlekając ruszyła ku schodom, a w myśli cieszyła się, że zdecydowała się na adidasy, a nie na szpilki. Kiedy Dramiona była mała często przesiadywała w piwnicy. Lubiła grzebać w kartonach z pamiątkami, albumami, dziennikami. Jednak miejsce, w którym obecnie się znajdowała w ogóle nie przypominało pomieszczenia, które z dzieciństwa zapamiętała Dramiona. Ściany były pomalowane na jasny róż zamiast na szaro. Kobieta w miejscu prowizorycznej lampy zauważyła przepiękny, elegancki żyrandol. W koncie zamiast szafy ze starymi ubraniami, stał barek i mały aneks kuchenny. Zszokowana panna Granger spuściła głowę. Na ziemi również dostrzegła zmiany. Na ziemi leżał miękki, puszysty dywan, który był przeciwieństwem wcześniejszego wyglądu podłogi- szarej wykładziny. Na środku piwnicy stała wielka kanapa, a obok niej dwa fotele, pomiędzy którymi był stół.

-Podoba Ci się?

 -Ciociu jest wspaniale, ale co Cię zachęciło do tak radykalnych zmian?

 -Obiecałam Twojej matce, że dokończę za nią historię jej wielkiej miłości. Pomyślałam, iż miło by było, abyśmy miały kameralne warunki.

 -Ciociu, tu jest…sama nie wiem jak to nazwać. Fenomenalnie? Nie, to słowo nie oddaje uroku tego miejsca. Tej dziewczęcej atmosfery.

 -Cieszę się, że Ci się tu podoba, kochanie.

 -Mam pytanie.

 -Hm?

 -Ciociu, bo poznałaś mamę, kiedy byłyście w piątej klasie. Skąd znasz, wcześniejsze życie mojej rodzicielki.

-Skarbie, odpowiedź jest prostsza niż Ci się wydaje. Kiedy uczyłyśmy się w siódmej klasie i wiedziałyśmy już, że jesteśmy przysłowiowymi „dwoma połówkami jabłka”, jeśli chodzi o przyjaźń, użyłyśmy legilimencję. Nie chciałyśmy mieć przed sobą żadnych tajemnic. Pragnęłyśmy wiedzieć o sobie wszystko. Wielokrotnie w późniejszym czasie powtarzałyśmy ten zabieg. W pewnym momencie stało się to naszą tradycją. W ostatnie piątki miesiąca wieczorami spotykałyśmy się u Miony w domu, chodziłyśmy na strych, tworzyłyśmy z fioletowych świec okrąg i siadłyśmy po turecku w nim. Później czytałyśmy swoje myśli. Gdy kończyłyśmy , potrafiłyśmy jeszcze przez godzinę, czasami więcej, siedzieć w tej pozycji, trzymać się za ręce i patrzeć sobie w oczy – podczas, gdy Ginny prowadziła swój monolog, atmosfera w piwnicy z dziewczęcej zmieniła się na tajemniczą, magiczną i romantyczną. Dramionie zabrakło słów. Wielokrotnie Hermiona zapraszała swoją córkę na piątkowe babskie wieczorki z panią Zabini, jednak panna Granger zawsze miała coś ważniejszego do roboty i dyplomatycznie się wykręcała. Teraz zrozumiała, co straciła. Mogłaby lepiej poznać ojca, matkę, a, co najważniejsze, lepiej ją rozumieć i zbudować z nią głębszą więź. Teraz było już za późno… Ginny zauważyła, że jej słowa spowodowały zadumę u młodszej kobiety, czekała więc cierpliwie, aż Dramiona pozbiera się w środku i się odezwie.

-Ciociu, gdybym mogła cofnąć czas…-po twarzy panny Granger zaczęły płynąć łzy. Potterówna przytuliła dziewczynę, a właściwie już kobietę, którą od zawsze uważała po części za swoją córkę. Panie siedziały przez pewien czas w ciszy. Pierwsza odezwała się Dramiona:

-Ciociu, mam prośbę. Czy… czy mogłybyśmy się spotykać, tak jak Ty z mamą, w piątki, ale co tydzień?

 -Oczywiście- starsza z kobiet uśmiechnęła się ciepło do Magomedyczki.- Od kiedy chciałabyś zacząć?

 Trzydziestolatka zamyśliła się na moment. Analizowała, czy nie jest jeszcze za wcześnie, czy jest już gotowa, by otwarcie rozmawiać o mamie, pierwszy raz od jej śmierci? Westchnęła. Przecież, im dłużej będzie czekać, tym trudniej będzie jej wrócić do tego tematu.

 -Ciociu, czuję, że w tym tygodniu będzie za wcześnie, rany się jeszcze wystarczająco nie zasklepiły, abym była wstanie o tym rozmawiać, bądź słuchać, ale co by ciocia powiedziała na piątek w przyszłym tygodniu?

-Dopasuję się do Ciebie. Co powiesz na kubek gorącego kakao?- Ginny, widząc, stan w jakim była Dramiona, postanowiła rozładować atmosferę i napięcie, które pojawiło się w piwnicy.

 -Z wielką chęcią- odpowiedziała panna Granger i uśmiechnęła się do przyszywanej cioci. -A jak tam w pracy?

-Na razie dostałam miesiąc zwolnienia, a mimo to jest dobrze.

-Rozmawiałam z jednym z moich znajomych, który również pracuje w Mungu. Stwierdził, że radzisz sobie znakomicie na swoim stanowisku. Powiedział również, że dużo osób wierzy w Twój szybki rozwój i awans, patrząc na Twój potencjał i poświęcenie tej pracy.

 -Miło to słyszeć, ale ciocia mnie zna. Nie marzę o stołku. Chcę pomagać innym. Nie dbam o pieniądze, bo je mam, aż w nadmiarze. O opinie innych tym bardziej, chyba, że są bliscy dla mojego serca.

 - Jestem dumna z Ciebie. Zawsze byłam i będę. Pamiętaj, cokolwiek się stanie będziesz masz oparcie we mnie i wujku Blaisie.

 -Dziękuję – Dramiona nie wiedziała, jak odpowiedzieć, a to było jedyne, co przyszło jej do głowy w tym momencie. Po chwili zdała sobie sprawę, że jest już późno, a ona nie wiedziała, ani nie słyszała, aby ktoś poza nimi był w domu. Wcześniej się nad tym nie zastanawiała, gdyż miała klucze i sama otworzyła sobie drzwi, a później pochłonięta była rozmową z Ginny.

 -Ciociu, a gdzie właściwie jest wujek?

-Blaise pojechał z Will’em na ryby. Wracają za kilka dni. Woda od zawsze ich odprężała, jednak nie rozumiem, co oni widzą w łowieniu.

 -Jak byłam mała raz pojechałam z nimi.

 -Naprawdę?

 -To było wtedy, gdy ciocia z mamą pojechała na weekend do SPA.

 -Pamiętam. Jak Ci się podobał wypad na łono natury?

 -Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć, ale dzięki temu rozumiem, dlaczego wujkowie tak chętnie tam jeżdżą.

 -Może kiedyś się skuszę, ale szczerze w to wątpię.

 -Dlaczego? Nie chciałaby ciocia spróbować swoich sił w łowiectwie?

 -Tu nie chodzi o ryby.

 -A o co ?

 - Brzydzą mnie wszelkiego rodzaju ruszające się poczwary.

 -Chodzi cioci o robaki?

 -Nazywaj to jak chcesz. Z własnej woli nie pojadę w miejsce, gdzie jest dużo insektów, a tam na pewno jest ich cała masa. Dramiono, nie śmiej się ze mnie.

 -Przepraszam. Zaraz… przestanę.

 -Co Cię tak bawi, moje dziecko?

 -Bo…ciocia… znowu zaczęła gestykulować.

 Ginny wiedziała już, o co chodzi. Od zawsze miała problem z nadmiernym ruszaniem rękoma, gdy mówiła, jednak im była starsza, coraz rzadziej zdarzało jej się tracić na tym kontrolę. Mimo to, gdy mówiła o rzeczach, które ją brzydziły, przestawała panować nad swoimi kończynami. Po chwili postawiła dwa kubki z parującym kakao na stole i usiadła na kanapie obok Dramiony. Kobiety dyskutował dość długo. Panna Granger postanowiła, że zostanie u cioci na noc. Gdy oba kubki od dawna były puste, a tematy do rozmowy wyczerpane, przedstawicielki płci pięknej wyszły z piwnicy. Ginny udała się do pokoju gościnnego, aby przygotować pościel dla Dramiony, natomiast druga z pań poszła do salonu, by zadzwonić do Johna i powiedzieć mu, że nie wróci dzisiaj na noc domu oraz życzyć Amelce słodkich snów.

Trzydziestolatka myślała, że nie będzie mogła długo zasnąć, rozmyślając o wieczorze spędzonym z ciocią. Myliła się. Chwilę po położeniu się do łóżka, była już w krainie Morfeusza. Obudziła się. Był środek nocy. Na początku nie wiedziała, gdzie jest, ale czuła się bezpiecznie w miejscu, w którym się znajdowała i wiedziała, iż była tu już wcześniej. Po chwili ją olśniło-„Jestem w domu Zabini’ch”. Zapaliła lampkę stojącą przy łóżku. Zaczęła się rozglądać po pokoju. Zauważyła, że z szafy wystaje kawałek czarnego materiału. Wstała z łóżku i podeszła do garderoby, aby poprawić ubranie i zamknąć drzwi mebla. Gdy dotknęła materiał, wiedziała, że kiedyś miała już go w rękach. Zdecydowanym ruchem otworzyła drzwiczki. Zakryła usta ręką, tak jakby chciała powstrzymać krzyk. Szafa była pełna ubrań Miony. Skrawek, który panna Granger miała przed chwilą w swojej dłoni, to był kawałek sukienki balowej, którą kupiła matce w zeszłym roku. Skąd to się tu wzięło? Skąd się to tu wzięło?- kobieta powtarzała w myśli, dopóki nie przypomniała sobie, że Hermiona na jakiś czas miała zamieszkać u Zabini’ch. Zapewne ten pokój miał należeć do niej. Dramiona poczuła, że musi ubrać te czarną sukienkę. Gdy ubranie było już na trzydziestoletniej kobiecie, spojrzała w lustro i stwierdziła, że bardzo przypomina matkę. Machnęła różdżką, dzięki czemu w pomieszczeniu słychać było balową muzykę. Pana Granger zaczęła poruszać się w rytm utworu. Tańczyła minutę, godzinę, a może tylko sekundę. Przerwała, gdy drzwi od pokoju gościnnego gwałtownie się otworzyły, a w progu stanęła właścicielka domu.

 -Kochanie, wszystko w ..- nie dokończyła pytania, gdyż zobaczyła, w co ubrana była młoda kobieta.

 -Ciociu, nie obraź się, ale gdy tylko zobaczyłam tę sukienkę, poczułam, że muszę ją ubrać.

 -Nie gniewam się, przecież te rzeczy od śmierci Twojej matki są Twoją własnością. Dobrze się czujesz? Mogłam umieścić Cię w drugim pokoju, ale nie pomyślałam, iż znajdziesz ubrania Mionki.

-Ciociu, czuję się dobrze. Nic się nie stało. Nie myśl o tym.

- Na pewno?

-Pewno, pewno.

 -Może spróbujesz jeszcze zasnąć? Jest czwarta rano.

-Za bardzo się rozbudziłam, ale jeżeli masz ochotę, to pójdź się położyć, ciociu.

 -Też jestem zbyt rozbudzona.

 -Przepraszam, to moja wina.

-Nie martw się. Ludziom w moim wieku nie potrzeba już tyle snu.

 -Skądś znam ten tekst.

 -Z Twojego ulubionego filmu.

 -Rzeczywiście, jak mogłam wcześniej nie zauważyć?

-Wieczorem nic nie jadłyśmy, więc co powiesz na bardzo późną kolację lub bardzo wczesne śniadanie?

-Z wielką chęcią.

 -No to do kuchni- zarządziła uśmiechnięta Ginny, dla której gotowanie było tym, czym dla jej męża majsterkowanie i łowienie ryb- hobby i odbiciem od codziennych problemów.

 -Ciociu, zaraz dojdę. Nie chcę zniszczyć sukienki przy gotowaniu. Pani Zabini uśmiechnęła się, aby dać Dramionie znak, że rozumie, po czym odwróciła się i poszła do kuchni, by dać trzydziestolatce trochę prywatności. Kiedy panna Granger powiesiła w szafie sukienkę, przejechała ręką po niej i popatrzyła na materiał z rozczuleniem, przypominając sobie uśmiechniętą twarz matki, gdy zobaczyła prezent. Dramiona stała tak jeszcze chwilę, następnie zamknęła garderobę i zeszła do kuchni, skąd można było usłyszeć dźwięki krojenia i smażenia.

 -Dalej lubisz jajecznicę?- zapytała Ginny, która również zdążyła się przebrać w dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem, na którą narzuciła fartuch.

 -Mhm. Mogę jakoś pomóc?

 - Zajmiesz się cebulą?

 - Po co się odzywałam- mruknęła pod nosem panna Granger, a na twarz przybrała minę męczennika, typową dla Draco, gdy musiał zrobić coś, czego nie cierpiał lub coś na co nie miał ochoty.

 -Żartowałam- na potwierdzenie swoich słów, rudowłosa kobieta uśmiechnęła się.-Pokroisz chleb?

-Oczywiście- Dramiona również odwzajemniła uśmiech i podeszła do chlebaka. Wyciągnęła pieczywo i położyła na blacie. Następnie wyciągnęła z szafki deskę, a z szuflady nóż. Gdy ukroiła kilka kromek, umyła przedmioty, których używała, a pajdy chleba położyła na talerzu. W tym samym czasie Ginny skończyła smażyć jajecznicę. Kobiety jadły w milczeniu, pogrążone we własnych myślach. Starsza z nich myślała od czego rozpocznie pierwsze z serii piątkowych spotkań. Młodsza o czasie, jaki był jej dany, aby zbudowała niepowtarzalną więź ze swoją matką, a który zmarnowała. Niby nie kłóciły się, miały ze sobą całkiem dobry kontakt i wspierały się, jednak trzydziestolatka czuła, że to nie było to, co powinno łączyć matkę i córkę. Obiecała sobie w duchu, iż nie popełni tego błędu z Amelką. Gdy talerze były puste kobiety udały się do salonu, każda z kubkiem kawy, aby obejrzeć coś w telewizji. Długo skakały po kanałach zanim znalazły coś, co je zainteresowało, ale jak to zazwyczaj bywa, nie minęło pięć minut, a program został przerwany przez reklamy. Panie straciły ochotę na oglądanie, więc wyłączyły urządzenie i zaczęły prowadzić luźną rozmowę. Około godziny 10 Dramiona udała się do domu, gdzie została powitana przez narzeczonego i córkę. Postanowili, że spędzą typowe rodzinne popołudnie, grając w gry i wygłupiając się. Wieczorem wykończona Dramiona położyła się do łóżka i przed zaśnięciem myślała, czego dowie się o swoich rodzicach. W głowie zaczęło rodzić jej się tysiąc pomysłów. Część z nich była zwyczajna, lecz zdecydowana większość wręcz awykonalna lub bezsensowna. Miała miliony pytań, które czekały na odpowiedz, jaka miała nadejść niebawem.

 -Mamo?! Dramiona otworzyła oczy i pierwsze, co zobaczyła to uśmiechnięta twarz jej córki. -Kochanie, coś się stało?- zapytała na pół przytomna kobieta.

 -Tak – to słowo zadziałało na pannę Granger, która gwałtownie wyskoczyła z łóżka, niczym wiadro zimnej wody.

 -Pali się, powódź, tato się rozchorował?

 -Mamo, przecież wtedy bym się nie uśmiechała, tylko byłabym przerażona.

-Rzeczywiście.

- Tato kazał Ci przekazać, że mamy być gotowe, jak wróci, bo ma dla nas niespodziankę.

 -Wiesz może, gdzie poszedł?

 -Nie.

 -A kiedy wyszedł?

 -Jakieś 10 minut temu.

 W chwili, w której Amelka udzielała Dramionie odpowiedzi, kobiety usłyszały stukot kluczy przekręcanych w zamku.

 -Miałyście być gotowe- powiedział, udając złość, John.

-To wszystko wina mamy.

-Moja?

 -Tak, bo nie mogłam Cię dobudzić.

 -Dobrze, już dobrze – mężczyzna czuł, że czas zahamować tę wymianę zdań między matką a córką.

- Zbierajcie się, bo nie zdążymy.

 -Ale na co?- zapytała zdziwiona kobieta.

-Mamo, przecież tata nie może nam powiedzieć, bo nie będziemy miały niespodzianki.

-Amelka ma stu procentową rację, a teraz moje panie- szykować się do wyjścia. To rozkaz- dodał, uśmiechając się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz