niedziela, 30 marca 2014

Zwiastun- Rozdział 4

Moi drodzy ilość wyświetleń się zwiększa, a komentarzy, jak nie było, tak nie ma. Zakręcona uświadomiła mi, że może macie maile z nazwą, która obejmuje Wasze imię i nazwisko, dlatego odblokowałam możliwość dodawania komentarzy jako anonim. Bardzo proszę, abyście wyrażali swoje opinie w komentarzach, bo chciałabym wiedzieć, co Wam się podoba, a co nie.
Luśka
Ps. Betowała Zakręcona- stokrotne dzięki :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dwie zmęczone po całym dniu nauki jedenastoletnie dziewczyny siedziały w swoim pokoju na szczycie jednej z Hogwardzkich wież. Oprócz wyczerpania w oczach jednej z nich można było dostrzec ogromny ból.

-Znowu.

-Hm?

-Nic.

-Skoro już zaczęłaś.

-Chodzi, o to…- Miona nie była w stanie zapanować nad emocjami.  Z jej oczu zaczęły spływać łzy, ciało natomiast drgać.

Pansy podeszła do przyjaciółki, usiadła obok niej na łóżku i przytuliła ją.

-Jak nie chcesz, nie musisz mówić. Nie miałam zamiaru Cię zranić. Przepraszam.- Panna Parkinson nie wiedziała, co począć, aby uspokoić Hermionę.

-Chcę…

Gdy Miona zaczęła z powrotem normalnie oddychać, Pan odsunęła się trochę od niej i spojrzała w brązowe oczy.

-Odnoszę wrażenie, że jestem zbędna. Nie, to nie jest właściwe określenie. Dla moich rodziców ważniejsza jest kariera taty niż ja, moje uczucia, pragnienia. W końcu czego, oprócz markowych ubrań, może potrzebować jedenastolatka?

-Ty też?

-O co chodzi?

-Czuję się zaniedbywana przez ojca. Dla niego liczy się tylko panowanie nad światem czarodziei.  

W tej chwili uczennice szkoły magii, rówieśniczki, gryffonki  zrozumiały, że łączy je więcej niż same tytuły, nic nie znaczące słowa. Oprócz podobnych charakterów, mają różne doświadczenia, które i tak doprowadzają je do wspólnej mety. Brak zainteresowania ze  strony rodziców, jaki w przypadku każdej z nich jest wynikiem czegoś innego, boli tak samo.  Ten punkt był przełomowy dla obu dziewczyn. Przynajmniej tak myślały. Sądziły, iż znalazły wsparcie zrozumienie, przyjaźń na całe życie. Nie wiedziały, jednak że los napisał dla nich inny scenariusz.

Dwa lata minęły szybko. Więź między dziewczynami wzmocniła się i nabrała siły. Przetrwała sprzeczki, kłótnie i głośne wymiany zdań. Trzeci rok w Hogwarcie miał być piękniejszy niż dwie wcześniejsze klasy razem wzięte. Niestety tak jak w każdym związku międzyludzkim przychodzi moment wypalenia. Czasem następuje wcześniej, czasem później. Zdarza się, że jest gwałtowny, albo tak jak w przypadku bohaterek tego opowiadania zaczyna się małymi kroczkami, aby w jednej chwili zniszczyć coś, co przeważnie buduje się latami. 

wtorek, 25 marca 2014

Luśka w kropce

Moi kochani,
Nie wiem, co powinnam zrobić. Ze wszystkich moich trzech blogów, na ten wchodzicie najczęściej, mimo to że nic na nim nie publikuję (ostatnia miniaturka miała być wyjątkiem). Czy chcecie, abym spróbowała wrócić do pisania Dramione? Proszę o odpowiedź w komentarzach.

Wasza (zagubiona),
Luśka

niedziela, 16 marca 2014

Blog z miniaturkami

Jak widzieliście, w poprzednim poście dodałam link do mojego nowego bloga. Mam kilka miniaturek, które niekoniecznie dotyczą Dramione, dlatego postanowiłam założyć nowy blog, by nie mieszać tematów. Zapraszam :
http://miniaturki-luski-m.blogspot.com/

Luśka ;)

Ps. Pierwsza miniaturka pojawi się dzisiaj.

niedziela, 2 marca 2014

Miniaturka 14

Dedykacja dla cudownej, wspaniałej, fantastycznej pisarki/blogerki  Lucy. Spoczywaj w pokoju.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Przepraszam. Nie mogę- powiedziała Miona.
Trzy miesiące później.
 Hermiona, Ginny i Pansy siedziały razem w biurze Departamentu spraw zagranicznych w Stanach. -KONIEC- wrzasnęła Ginny. – Miona, słyszysz mnie? KONIEC!
 -Z czym koniec?- zapytała bez zainteresowania panna Granger.
-Z tym.
-Z czym?
- Z Twoim zachowaniem.
 - Co z moim zachowaniem?- bezsensowna wymiana zdań coraz bardziej irytowała Mionę, która marzyła by zegar wybił godzinę piątą. W domu czekały na nią ważne sprawy. Co jest ważniejsze od pudełka ciastek i głupiego serialu w telewizji?
-Nie możesz się tak zachowywać ?
-Ginny, o co Ci chodzi?
-Odkąd wróciłaś z Anglii jesteś, jakaś nieswoja. Nie wychodzisz nigdzie, zamknęłaś się w sobie i co najgorsze przytyłaś- pośpieszyła z wyjaśnieniami Pansy.
 Po co mieszkam w USA? Ten kraj zmienia ludzi. Sprawia, że zmieniają priorytety. Na czym to ja…. Przyjechałam tu, żeby być sławna, a potem, by uciec-myśli Miony staczały na zakazany temat.
 -Nic mi nie jest- odparła chłodno.
 -Zrozum, my się martwimy o Ciebie. Brakuje nam uśmiechniętej Hermiony Granger, która wie wszystko, jest pewna siebie, bierze udział w spotkaniach integracyjnych- panna Weasley nie wiedziała, jak dotrzeć do przyjaciółki.
-Ludzie się zmieniają.
 -Co innego zmienić się, a co innego niszczyć się od środka i zaniedbywać. Popatrz na swoją twarz- mówiąc to podała Mionie lusterko. – Przecież kochasz się malować.
Hermiona niechętnie, przelotnie rzuciła okiem na swoje odbicie w lusterku. Była blada, powinna zrobić brwi, maseczka oczyszczająca też by się przydała. Nic nie mówiąc, odstawiła zwierciadło, sięgnęła po torebkę i transportowała się do domu.
-Świetnie nam poszło- stwierdziła z ironią Pansy, po czym również przeniosła się do domu.
-Ja jeszcze nie skończyłam – powiedziała w okno Ginny. Rzuciła torebkę i ruszyła w kierunku wielkiego lustra. – Rzeczywiście nie wyglądam najlepiej- pomyślała.- W sumie po co mam się starać, skoro już na zawsze będę sama? Z białej komody w starym stylu wyciągnęła stare, zniszczone spodnie dresowe, które właśnie przeżywały swoją drugą młodość. Na górę ubrała koszulkę na ramiączkach. Miona poszła na bosaka do kuchni. Otworzyła lodówkę, w której znalazła zgniły ser i coś, co ciężko było jej zidentyfikować. Zamknęła szybko drzwi, wydając przy tym dźwięk obrzydzenia. Z zamrażarki wyjęła wielkie pudełko lodów. Jeszcze tylko łyżka i będzie mogła rozłożyć się na kanapie w salonie i oglądać po raz setny jakiś romans.
 -Tego szukasz- powiedziała Ginny, machając Mionie łyżką przed nosem.
 -Co Ty tu robisz? Zresztą mniejsza. Chcesz trochę lodów?
-Nie dziękuję. Tobie też odradzam.
-Nie to nie- ciemnowłosa kobieta zabrała z ręki przyjaciółki sztuciec i zaczęła zajadać lodu. Po chwili ruszyła do salonu.
-Co się stało?- Ginny po zadaniu pytania, zobaczyła jednie oddalające się plecy koleżanki. Poszła za nimi.
-Co się stało?- powtórzyła siadając obok przyjaciółki na podłodze. Obcisła spódnica służbowa jej nie pomaga.
-Draco mi się oświadczył- Miona ogłosiła to tonem tak obojętnym, jakby mówiła o wakacjach córki kuzyna brata ojca męża kuzynki matki ojca w jakimś nudnym schronisku.
 -Nie?
Miona, aby potwierdzić kiwnęła głową.
-Dlaczego?
 -Bo tak.
-To nie jest odpowiedz.
-Bo tak będzie lepiej.
 -Dla kogo ?– odpowiedziała wkurzona Ginny. Po chwili opanowała emocje.- Co masz na myśli? -Dla Draco.
-Nie rozumiem.
-Zabijam facetów.
-SŁUCHAM? -Zabijam facetów. Ginny spodziewała się wszystkiego po swojej przyjaciółce, ale nie takiego wyznania.
-Nie jestem w stanie wyobrazić sobie Ciebie z nożem w ręce nad bezbronnym Draco- zabrzmiało to jak żart, ale głos panny Weasley był całkowicie poważny.
 -Nie w tym sensie.
-To w jakim?
-Pamiętasz mojego pierwszego chłopaka?
 -Tommy’ego?
-Pamiętasz, jak zginął?
 -Na imprezie. Ktoś się bił. On chyba chciał ich rozdzielić, ale gdy do nich podszedł, nie chcący zrzucili go ze schodów.
 -Było to w dniu, w którym mi się oświadczył.
-Naprawdę? Nie wiedziałam. Przykro mi. – Ginny była w szoku.
 Hermiona wzruszyła ramionami.
 -Wiem, że nie wiedziałaś. Pamiętasz Ash’a?
-Tego Egipcjanina?- gdy Miona potwierdziła kontynuowała.- Zaczęłaś się z nim spotykać jakoś rok po śmierci Tommy’ego.
 -Zgadza się. Zmarł w wypadku w dniu, w którym mi się oświadczył. Wjechał motorem w samochód. -Dlaczego nic nie mówiłaś? Dlaczego nas okłamałaś, mówiąc, że się rozstaliście? Musiało Ci być ciężko.
-Nie mówiłam, bo nie chciałam współczucia. Po śmierci Tommy’ego przytłoczyło mnie , bo przecież to była moja wina. Mogłam wybrać inny klub, mogłam go powstrzymać, mogłam mu powiedzieć NIE.
-Herm…
 -Nie mów, że to nie tak.
-Ale…
-Proszę.
-No, dobrze.
-Dziękuję. Śmierć Ash’a to też moja wina. Byliśmy w Turcji. Oświadczył mi się bez klękania itd. Po prostu siedzieliśmy i oglądaliśmy zachód słońca, trzymając się za ręce. Po chwili nagle wstał.
 -To nie tak-stwierdził.
-Co nie tak?
 -Ty mieć pierścionek. Znaczy Ty musisz mieć pierścionek.
 -Nie, nie muszę- odpowiedziałam śmiejąc się pod nosem. Gdy władały nim emocje często mylił się w angielskim.
 -Musisz. Czekaj. Ja zaraz wrócę.
-Nie wrócił nigdy.
 -Miona…
 -Nie Mionuj mi- Hermiona uśmiechnęła się blado. Rozumiesz teraz?
-To nie Twoja wina. To zbiegi okoliczności.
-Dwa razy?- zapytała z powątpiewaniem Miona.- Nie mam zamiaru sprawdzać, czy Twoja teoria jest prawdziwa.
-Nie będę Cię zmuszać, ale uważam, że zasługujesz na szczęście i wiem, iż Draco może Ci je dać. Sądzę też, że powinnaś wrócić do świata żywych i wiesz co? Zaczynamy już.
 Hermiona nie pewnie popatrzyła na przyjaciółkę, nie rozumiejąc na ma na myśli. Ginny machała różdżką. Po chwili obie kobiety były elegancko ubrane i pięknie pomalowane. Na ich głowach były wytworne fryzury.
-Idziemy do restauracji.
-Jak chcesz- odpowiedziała obojętnie Miona.
Panna Weasley opowiadała o tym, że może pojechałyby gdzieś, zabawiły się…. Miona grzebała widelcem w wytwornym daniu (ile by dała za hamburgera zamiast tego czegoś) i udawała, że słucha. Do stolika podeszła staruszka.
 -Przepraszam jestem medium. Tommy i Ash chcieliby z panią porozmawiać.
 -Słucham? Oni tu są? – zaświergotała rozradowana Miona. Po chwili jednak emocje opadły.- Może mi pani udowodnić, że oni tu są. Rozumie pani, dużo w dzisiejszych czasach jest oszustów. -Rozumiem. Ash mówi, że po jego śmierci wytatuowała sobie pani kontur Egiptu na ...
-Wystarczy.- Kocham Was. Słyszycie?
-Masz tatuaż?-zdziwiła się Ginny.
-Później Ci opowiem.
 -Słyszą i oboje mówią, że panią kochają. Uważają, że powinna pani spróbować z jakimś smokiem. -Nie mogę stracić kolejnej osoby, na której mi zależy.
 -Tommy pyta, czy odrzucając ją nie traci jej pani.
 -Tommy, wiesz o co mi chodzi.
 -Twierdzi, że nie rozumie, dlaczego pani nie chce założyć rodziny z mężczyzną, na którym, jak pani sama powiedział, pani zależy. To w końcu smok, czy człowiek?- staruszka się pogubiła.
 -Ale…
 -Mówią, że chcą, aby pani była szczęśliwa z Draco.
-Więc- zapytała Ginny, uśmiechając się delikatnie.