Luśka
Ps. Betowała Zakręcona- stokrotne dzięki :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dwie zmęczone po całym dniu nauki
jedenastoletnie dziewczyny siedziały w swoim pokoju na szczycie jednej z
Hogwardzkich wież. Oprócz wyczerpania w oczach jednej z nich można było
dostrzec ogromny ból.
-Znowu.
-Hm?
-Nic.
-Skoro już zaczęłaś.
-Chodzi, o to…- Miona nie była w stanie
zapanować nad emocjami. Z jej oczu
zaczęły spływać łzy, ciało natomiast drgać.
Pansy podeszła do przyjaciółki, usiadła
obok niej na łóżku i przytuliła ją.
-Jak nie chcesz, nie musisz mówić. Nie
miałam zamiaru Cię zranić. Przepraszam.- Panna Parkinson nie wiedziała, co
począć, aby uspokoić Hermionę.
-Chcę…
Gdy Miona zaczęła z powrotem normalnie
oddychać, Pan odsunęła się trochę od niej i spojrzała w brązowe oczy.
-Odnoszę wrażenie, że jestem zbędna. Nie,
to nie jest właściwe określenie. Dla moich rodziców ważniejsza jest kariera
taty niż ja, moje uczucia, pragnienia. W końcu czego, oprócz markowych ubrań,
może potrzebować jedenastolatka?
-Ty też?
-O co chodzi?
-Czuję się zaniedbywana przez ojca. Dla
niego liczy się tylko panowanie nad światem czarodziei.
W tej chwili uczennice szkoły magii,
rówieśniczki, gryffonki zrozumiały, że
łączy je więcej niż same tytuły, nic nie znaczące słowa. Oprócz podobnych
charakterów, mają różne doświadczenia, które i tak doprowadzają je do wspólnej
mety. Brak zainteresowania ze strony
rodziców, jaki w przypadku każdej z nich jest wynikiem czegoś innego, boli tak
samo. Ten punkt był przełomowy dla obu
dziewczyn. Przynajmniej tak myślały. Sądziły, iż znalazły wsparcie zrozumienie,
przyjaźń na całe życie. Nie wiedziały, jednak że los napisał dla nich inny
scenariusz.
Dwa lata minęły szybko. Więź między
dziewczynami wzmocniła się i nabrała siły. Przetrwała sprzeczki, kłótnie i
głośne wymiany zdań. Trzeci rok w Hogwarcie miał być piękniejszy niż dwie
wcześniejsze klasy razem wzięte. Niestety tak jak w każdym związku
międzyludzkim przychodzi moment wypalenia. Czasem następuje wcześniej, czasem
później. Zdarza się, że jest gwałtowny, albo tak jak w przypadku bohaterek tego
opowiadania zaczyna się małymi kroczkami, aby w jednej chwili zniszczyć coś, co
przeważnie buduje się latami.