Rozdział bez bety. Liczba słów 2222 :) Dedykacja dla Sary Grey <3.
----------------------------------------------------------------------------
-Uffffffffff-
taki dźwięk wydobył się z ust Dramiony, która po długiej podróży, padła nieżywa
na fotel.- To był najpiękniejszy prezent, jaki mogłeś nam sprawić- odezwała się
po chwili w stronę swojego narzeczonego.
-Tato.
-Słucham
Cię, skarbie.
-Za tydzień
też nas zabierzesz na weekend do Wiednia?
-Kochanie,
jakbyśmy tam jeździli co tydzień, to by Ci się znudziło.
-Mi się to
miejsce nigdy nie znudzi.
-Kiedyś
jeszcze tam pojedziemy, obiecuję.
-Jej-sześciolatka
zaczęła skakać. -Moment, „kiedyś” to znaczy?
-W
przyszłości.
-To znaczy?
-To znaczy,
że teraz czas, abyś się udała do łóżka.
-Ale tato…
-Bez żadnego
„ale”.
-Mamo?
-Kochanie,
później o tym porozmawiamy.
-No dobrze.
Dramiona
obudziła się z pięknego snu. Nie pamiętała jego treści, ale wiedziała, iż był
cudowny. Długo leżała myśląc o weekendzie spędzonym w Austrii. Uwielbiała to
miejsce tak samo jak jej córka. Miło
było znów odwiedzić muzea, parki, poczuć atmosferę tego miasta. Kobieta wstała
powoli z łóżka. Była w domu sama- John w pracy- pojechał na delegację i miał
wrócić w piątek po południu, Amelka w przedszkolu, a potem miała pojechać do
koleżanki i spędzić tam trzy kolejne noce. Panna Granger zjadła śniadanie.
Usiadła na kanapie w salonie, zawinęła się w koc, a w ręce trzyma wcześniej
zrobione kakao. Spojrzała na kalendarz.
Wtorek. Dzięki wyjazdowi jej myśli były skupione na czymś zupełnie innym, a
teraz gdy siedziała sama w mieszkaniu,
zaczęła zastanawiać się czy jest gotowa na to co miało ją czekać za trzy
dni, aby zagłuszyć cichy głosik, który twierdził, że jest jeszcze za wcześnie,
włączyła jakieś romansidło i udawała, że ją interesuje. Tak minęły jej dni aż do piątku. Dramiona cały dzień była w letargu, z którego
obudziła się dopiero, gdy siedziała w okręgu i trzymała ciocię za ręce.
-Skarbie,
nie wiem dokładnie o czym opowiadała Ci Twoja mama. Mogłabyś mi powiedzieć, na
czym skończyła
-Mama
skakała. Opowiedziała mi o tym jak dostała list, rozmowie z dyrektorem,
wyprawie na pierwsze zakupy do szkoły, o pierwszym spotkaniu z tatą, o tym jak
to się stało, że miała tak bliskie kontakty z wujkiem Will’em, o tym jak Cię poznała, wyjeździe z tatą nad
jezioro. To chyba wszystko, ale jak sobie coś jeszcze przypomnę to od razu
wspomnę.
-Gotowa?
-Chyba…
-Hermiono,
rozumiem , że tamten chłopiec Cię zdenerwował, ale nie powinnaś przechodzić do
rękoczynu.
-Tato, sama nie wiem, co we mnie wstąpiło, po prostu
czułam, że jeżeli teraz nie pokarzę mu, iż się go nie boję, to będę miała
problemy w szkole.
-Proponuję o
tym zapomnieć – odezwała się Jane.
Dni dzielące
Mionę o pierwszego dnia szkoły minęły nadzwyczajnie szybko.
-TATO!!!!!!!!!
-Co się
stało?- do pokoju swojej córki wpadł Daniel Granger. Połowa jego twarzy była w
piance do golenia, a w ręce trzymał maszynkę, przez ramię miał przerzucony
ręcznik, który miał posłużyć w razie czego jako broń.
-Jak my się
dostaniemy na dworzec?
-Limuzyną ?-
zapytał mężczyzna zdziwiony pytaniem swojej księżniczki.
-Nie możemy.
-Nie możemy?
-Tato, czy
Tobie trzeba wszystko tłumaczyć?
-Co mi
trzeba tłumaczyć?
Miona
załamała się „ogranięciem” Daniela , a właściwie jego brakiem .
-Przecież
wczoraj wieczorem powiedziałam Ci , że Dumbledore napisał, iż musimy przejść
przez ścianę między peronami 9 i 10 niepostrzeżenie.
-A co ma do
tego to, jak dostaniemy się na dworzec?
Po tym
pytaniu z jedenastoletniej dziewczyny uleciały wszystkie siły życiowe.
-Kim jesteś
z zawodu, tato?
-Projektantem.
-Jakim?
-Sławnym.
-I skromnym-
dodała Miona ironicznie w myślach.- Kto za Tobą podąża i śledzi każdy Twój
krok?- zapytała na głos.
-Dziennika….
AAAAAAA nie mogłaś tak od razu?
-Nie ważne.
No to jaki jest plan?
-LIAM!!!!!!!!!!!
-Co mogę dla
Pana zrobić?
-Wymyśl jakiś
sposób na dostanie się na Dworzec Główny bez zwracania uwagi paparazzi.
-A gdyby
Stella ucharakteryzowała Was ?
-Dobrze, ale
to nie zmienia faktu, iż rozpoznają nas po limuzynie.
-Mogą
Państwo pojechać moim samochodem. Nie należy do najlepszych, ale ma
przyciemniane szyby…
-Świetnie.
Idę zadzwonić po Stellę.
-Kim jest
Stella?- zapytała niedoinformowana dziewczynka.
-Ona maluje
kobiety na pokazy ubrań zaprojektowanych przeze mnie-odpowiedział Daniel.
Kiedy Pan
Granger opuścił pokój Miony, Liam zamierzał pójść w jego ślady.
-Czekaj.
-Co się
stało księżniczko?
-Możemy
porozmawiać?- zapytała jedenastolatka. Mężczyznę , który pracował dla Daniela,
traktowała jak najlepszego przyjaciela. Zawsze zwierzała Mu się ze swoich
przemyśleń, wątpliwość. Był dla Niej jak pamiętnik, tyle że lepszy od papierowego, gdyż odpowiadał.
Liam był przystojnym, wysokim i inteligentnym trzydziestoletnim mężczyzną, kawalerem.
-Boję się.
-Czego
kochanie?
-
Opowiadałam Ci o tym chłopaku, którego spotkałam z rodzicami na przekątnej,
pokątnej, czy jak jej tam było. A co
jeżeli inni mnie przekreślą, bo jestem „SZLAMĄ” ?
Mężczyzna
usiadł na łóżku obok swojej pupilki i przytulił ją.
-Skarbie,
społeczeństwo dzieli się na wiele sposobów. Jednym z nich jest na tych, którzy
oceniają po pochodzeniu, wykształceniu, majątku, a inni po tym jaka właściwie
jest osoba. Nie martw się na pewno znajdziesz w Hogwarcie jakąś przyjaciółkę.
-A co jeśli
znajdę przyjaciółkę, ale reszta będzie mi uprzykrzała życie?
-To wtedy
będą mieli ze mną do czynienia.
-A co jeśli
Cię rozpoznają i wsadzą do więzienia, o ile coś takiego mają?
-Nie martw
się, przebiorę się w taki sposób, że nikt mnie nie rozpozna. Nawet Ty.
-Ja Cię
zawsze rozpoznam. A co jeśli ich będzie za dużo i nie dasz sobie rady.
-Jeżeli
powiesz mi, iż jest więcej niż pięciu, to poproszę moich znajomych o pomoc.
-A co jeśli…
-Księżniczko,
dlaczego rozpatrujesz tylko czarny
scenariusz? Może okaże się, że ta szkoła będzie najpiękniejszym wspomnieniem z
Twojego życia. Może spotkasz tam przyjaciół. Może to będzie nie zapomniana
przygoda. Z resztą nie zapominaj o umowie, jaką zawarłaś z rodzicami: jeżeli po
miesiącu stwierdzisz, że Ci się tam nie podoba, wrócisz do domu.
-Pamiętam.
Wymieniając zalety zapomniałeś dodać jedno „może”.
-Hm?
-Może
spotkam tam mojego przyszłego męża………-
Hermiona rozpłynęła się.
-A co to, to
nie.
-Dlaczego?
-Bo zabiję
każdego chłopaka, który zbliży się do Ciebie, na zasadzie więcej niż
przyjaciel. Jesteś za młoda na to, aby mieć partnera.
- Kto, jak
kto, ale Ty powinieneś wiedzieć, że żartowałam. Żadnych facetów przed
trzydziestką.
-Jestem z
Ciebie dumny- mężczyzna jeszcze raz przytulił swój skarb i wyszedł z pokoju,
aby Miona mogła się ubrać. Kiedy jedenastolatka otworzyła drzwi od garderoby,
po raz drugi tego dnia w domu Grangerów, można było usłyszeć krzyk:
-TATO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Co się
stało córeczko?- tym razem mężczyzna przyszedł już ubrany w dżinsy i koszulę, a na twarzy nie miał pianki.
-Nie mam się
w co ubrać – powiedziała smutna Miona. Dziewczynka w myśli zacytowała : Dzieci
szewca chodzą bez butów, a dzieci lekarza chore.
-Nic się nie
martw.
-Jak to mam
się nie martwić skoro nie mam się w co
ubrać, a tym bardziej nie mam co ze sobą wziąć.
-Zamknij
oczy i daj mi rękę.
Mężczyzna
wyprowadził córkę z jej pokoju i zaprowadził do swojego gabinetu, gdzie
podszedł do ściany i wbił szyfr. Nagle przed nimi otworzyło się przejście do
innego pomieszczenia. Daniel wszedł do niego „ciągnąc” za sobą Mionę.
-Otwórz
oczy- wyszeptał do ucha jedenastolatki.
-Tato, skąd
się tu wzięło tyle cudownych ubrań?
-Chyba nie
zapomniałaś, że jestem projektantem?
-Nie, ale zaprojektowanie
tych strojów musiało zająć lata.
- Kiedy ustaliliśmy,
że jedziesz do Hogwartu, pomyślałem, iż będziesz chciała mieć ze sobą trochę
modnych ubrań.
-Jesteś
najlepszym ojcem na świecie- stwierdziła Mionka i mocno przytuliła swojego
rodziciela.
-D.u.s.i.s.z-
wyksztusił Daniel. Mimo wszystko zadowolony z efektu jaki uzyskał- uśmiech na
twarzy Herm był dla niego cenniejszy niż wszystko inne co osiągnął .- Skarbie,
wybierz w czym chcesz pojechać, a resztę każe Tatianie zapakować .
Hermiona
rozglądała się po ubraniach. Zdecydowała, że na podróż ubierze się sportowo.
Wybrała długie dżinsy, różową koszulkę na szerokich ramiączkach, na którą
narzuciła szare bolerko, zaprojektowane na bluzę. Tzn. miało długie rękawy,
kaptur i zamek z przodu, ale sięgało do połowy klatki piersiowej. Do stroju
dobrała różowe adidasy, ciemne okulary na głowę – zamiast opaski do włosów,
torebkę w kształcie kuferka. W kolorze
różowym z szaro- czarnymi
elementami. Dziewczyna zadowolona z efektu jaki uzyskała poszła do przedpokoju, gdzie czekali na nią ucharakteryzowani
rodzice, ona nie musiała poddać się temu zabiegowi, gdyż nigdy, jak dotąd, jej
zdjęcie nie trafiło do gazet, poza tym w pomieszczeniu był jeszcze Liam i
Tatiana. Ostatnia dwójka mocno
wyściskała Mionę, życzyła powodzenia i kazała przysyłać listy. Następnie
nastolatka wraz z rodzicami wsiadła do samochodu. Hermiona obserwowała swoje
ukochane miasto- Londyn i zastanawiała się, kiedy je następnym razem zobaczy :
za miesiąc, czy dopiero w czasie świąt Bożego Narodzenia. Nie pamiętała, kiedy
wysiadła z pojazdu, przeszła przez ścianę, momentu pożegnania z rodzicami.
Siedziała w samochodzie, a teraz nagle stała na środku korytarza w pociągu i
nie wiedziała, co ze sobą począć. Zaczęła
iść przed siebie, zaglądając przez okienka do przedziałów. Nagle na kogoś
wpadała. Tym kimś okazał się nie kto inny, jak znajomy z pokątnej. Nie
odzywając się do siebie wstali z ziemi i ominęli się. Kiedy Miona zaczęła się
cieszyć, że tym razem ich „spotkanie” odbyło się bez nieprzyjemność, usłyszała:
-To nie
pokaz mody szlamo- zabolało.
Drzwi
jednego z przedziałów otworzyły się i nieznana Mionie dziewczyna wciągnęła ją
do środka.
-Nie
przejmuj się nim- ma kasę i myśli, że cały świat z tego powodu do niego należy.
-Dzięki, ale
nie przejmuję się nim.
Usiadły
razem w przedziale i zaczęły rozmawiać .
-Ładna
pogoda.
-Zgadzam się
z Tobą.
-Do jakiego
domu chciałabyś trafić?-zapytała Miona, która w wakacje poczytała trochę o
Hogwarcie, dzięki czemu wiedziała, że uczniowie w tej szkole należą do czterech
różnych i rywalizujących ze sobą grup.
-Do
Slitherin’u. Ja i mój tatuś jesteśmy wężoustni.
-Co to
znaczy?
-Rozmawiamy
z wężami.
-Możesz
powtórzyć?
-Rozmawiamy
z wężami.
-Też tak
chcę!!!-odpowiedziałam.
-Mój ojciec
nazywa się Lord Voldemort. Jest szurnięty, marzy o władzy, ale poza tym jest
całkiem fajnym ojcem. A Twój ?
-Nazywa się
Daniel Granger i jest projektantem.
-Jesteś
córką tego sławnego projektanta?
-Nom.
-Jejjjjjjjjjjjjjj.
Jej, jej.
Dziewczynką
bardzo szybko minęła podróż, w czasie której bardzo dużo rozmawiały. Przed
ceremonią przydziału obiecał sobie, że nawet, jak trafią do innych domów, to
będą utrzymywać ze sobą kontakt. Po
przydziale obie były szczęśliwe i smutne
za razem. Szczęśliwe, bo były razem, smutne, bo żadna z nich nie miała
poczucia, że należy do tego domu. Nie
pasowały tam. Wiedziały, że Gryffindor to nie miejsce dla nich. Dormitoria były
dwu osobowe. Miona wybrała łóżko przy oknie, Pansy natomiast spała na łóżku
koło drzwi. Dziewczyny miały własną garderobę, w której poukładane były już ich
ubrania. Gdy dziewczynki przekroczyły próg pomieszczenia Pansy pisnęła:
-Jeju skąd
Ty masz takie superowe ciuchy? Nie odpowiadaj.
-Jak chcesz
to też możesz w nich chodzić.
-Naprawdę?
-Oczywiście.
Też się cieszysz, że od tego roku noszenie szat jest „dla chętnych”?
-Bardzo.
Następnego
dnia przy śniadaniu rozdane zostały plany lekcji. Okazało się, że pierwszą
lekcją w nowej szkole są eliksiry. Hermiona i Pansy usiadły w trzeciej ławce.
-Witam.
Nazywam się Snape. Severus Snape. Jak zapewne wiecie i się domyślacie uczę
eliksirów. Pamiętajcie, nie jestem nauczycielem. Jestem Mistrzem. Mistrzem
eliksirów. Mistrzem pisanym przez duże M.
-O Boż…-
wymknęło się z ust Miony.
-Pani w
turkusowym sweterku coś mówiła.
Nikt się nie
odezwał.
-Mówię do
Ciebie w turkusowym sweterku. Trzecia ławka, pod ścianą. Pansy miała na sobie
sukienkę w kwiaty, więc Miona domyśliła się , że to o nią chodzi.
-Mój
sweterek jest w kolorze różowym.
-To turkus.
Z resztą nie ważne. Mówiłaś coś.
-Nie. Nic.
-Mniejsza. A zapomniałbym – 10 punktów dla Gryffindoru
za rozmawianie na lekcji.
-Ale.
- - 10
punktów za mówienie bez podniesienia ręki. – Zirytowana Miona podniosła rękę do
góry.
-Dziecko
opuść rękę, teraz ja mówię.
Herm doszła
do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu, aby ciągnąć to dłużej, więc tym
razem pozwoliła wygrać nauczycielowi, uroczyście przysięgając sobie w duszy, że
jeszcze się zemści. Po zajęciach „Mistrza” przez duże M, przyszedł czas na
Transmutacje i pozostałe lekcje. Wieczorem wykończona Miona padła na łóżko.
-Nie mam siły
oddychać- powiedziała od niechcenia Pansy.
-Ja też, a
muszę napisać list do rodziców.
-Ja też
powinnam, ale zrobię to jutro.
Herm
chwyciła pióro i papier. Szło jej powoli, bo jeszcze się nie przyzwyczaiła do
tego nietypowego przyrządu.
Drodzy rodzice!
Przekażcie Liam’owi, że miał rację.
Już w pociągu poznałam dziewczynę- Pansy, która może w niedługim czasie
zostanie moją przyjaciółką. Dzisiaj
miałam pierwsze lekcje. Chyba podpadłam nauczycielowi od eliksirów, ale mówi
się trudno. Pozostali nauczyciele są całkiem, całkiem. Dyrektor osobiście
poznaliście, więc nie będę o Nim pisać. Jedzenie jest bardzo dobre, ale nie
dorównuje potrawom Tatiany.
Jest tylko jeden problem. Dość
zabawny problem. Papier toaletowy. A właściwie jego brak. Myślałam, że to
wyjątkowa sytuacja, ale po rozmowie z piątoklasistką dowiedziałam się, że jest
to stałe niedopatrzenie. Dostajemy 5 rolek tygodniowo, a chyba nie jest trudną
matematyką pomnożyć 6 klas razy 4 domy razy ok. 20 dziewczyn. Dlaczego 6 klas,
a nie 7? Dlatego, że w czerwcu uczniowie klasy 6 są uczeni zaklęcia na
wytworzenie papieru toaletowego. Do tego czasu trzeba się niestety o niego bić.
W znaczeniu przenośnym i dosłownym.
Mam nadzieję, że u Was wszystko w
porządku. Już tęsknię.
Wasza
Mionka.
Herm
zawołała jedno z tych dziwnych stworzeń,
zwanych przez wszystkich skrzatami, aby przyniosło jej sowę.
Po chwili Angel
była już z ptakiem w ręce w pokoju
dziewczynek. Miona wysłała list i położyła się na łóżku koło Pansy.
-Co powiesz,
abyśmy wspólnie się pouczyły?
-Świetny
pomysł.
Chwilę po
tym, jak dziewczyny skończyły, sowa zastukała w szybę. Miała przywiązany do
siebie list i paczkę papieru toaletowego.
Droga
Hermiono!
Cieszymy się, że podoba Ci się
szkoła. U Nas wszystko w porządku. Będziemy Ci co tydzień przysyłać papier,
abyście z Pansy nie musiały zawracać sobie tym głowy. Lecimy- zaraz jest pokaz
ubrań taty.
Kochamy Cię
Rodzice
-Znowu.
-Hm?
-Nic.
-Skoro już
zaczęłaś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz