piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 3- Daniel.... Ten Daniel ?!

Hej :D
Rozdział bez bety. Liczba słów 2222 :) Dedykacja dla Sary Grey <3.

----------------------------------------------------------------------------


-Uffffffffff- taki dźwięk wydobył się z ust Dramiony, która po długiej podróży, padła nieżywa na fotel.- To był najpiękniejszy prezent, jaki mogłeś nam sprawić- odezwała się po chwili w stronę swojego narzeczonego.

-Tato.

-Słucham Cię, skarbie.

-Za tydzień też nas zabierzesz na weekend do Wiednia?

-Kochanie, jakbyśmy tam jeździli co tydzień, to by Ci się znudziło.

-Mi się to miejsce nigdy nie znudzi.

-Kiedyś jeszcze tam pojedziemy, obiecuję.

-Jej-sześciolatka zaczęła skakać. -Moment, „kiedyś” to znaczy?

-W przyszłości.

-To znaczy?

-To znaczy, że teraz czas, abyś się udała do łóżka.

-Ale tato…

-Bez żadnego „ale”.

-Mamo?

-Kochanie, później o tym porozmawiamy.

-No dobrze.

Dramiona obudziła się z pięknego snu. Nie pamiętała jego treści, ale wiedziała, iż był cudowny. Długo leżała myśląc o weekendzie spędzonym w Austrii. Uwielbiała to miejsce tak samo jak jej córka.  Miło było znów odwiedzić muzea, parki, poczuć atmosferę tego miasta. Kobieta wstała powoli z łóżka. Była w domu sama- John w pracy- pojechał na delegację i miał wrócić w piątek po południu, Amelka w przedszkolu, a potem miała pojechać do koleżanki i spędzić tam trzy kolejne noce. Panna Granger zjadła śniadanie. Usiadła na kanapie w salonie, zawinęła się w koc, a w ręce trzyma wcześniej zrobione kakao.  Spojrzała na kalendarz. Wtorek. Dzięki wyjazdowi jej myśli były skupione na czymś zupełnie innym, a teraz gdy siedziała sama w mieszkaniu,  zaczęła zastanawiać się czy jest gotowa na to co miało ją czekać za trzy dni, aby zagłuszyć cichy głosik, który twierdził, że jest jeszcze za wcześnie, włączyła jakieś romansidło i udawała, że ją interesuje.  Tak minęły jej dni aż do piątku.  Dramiona cały dzień była w letargu, z którego obudziła się dopiero, gdy siedziała w okręgu i trzymała ciocię za ręce.

-Skarbie, nie wiem dokładnie o czym opowiadała Ci Twoja mama. Mogłabyś mi powiedzieć, na czym skończyła

-Mama skakała. Opowiedziała mi o tym jak dostała list, rozmowie z dyrektorem, wyprawie na pierwsze zakupy do szkoły, o pierwszym spotkaniu z tatą, o tym jak to się stało, że miała tak bliskie kontakty z wujkiem Will’em,  o tym jak Cię poznała, wyjeździe z tatą nad jezioro. To chyba wszystko, ale jak sobie coś jeszcze przypomnę to od razu wspomnę.

-Gotowa?

-Chyba…

-Hermiono, rozumiem , że tamten chłopiec Cię zdenerwował, ale nie powinnaś przechodzić do rękoczynu.

-Tato,  sama nie wiem, co we mnie wstąpiło, po prostu czułam, że jeżeli teraz nie pokarzę mu, iż się go nie boję, to będę miała problemy w szkole.

-Proponuję o tym zapomnieć – odezwała się Jane.

Dni dzielące Mionę o pierwszego dnia szkoły minęły nadzwyczajnie szybko.

-TATO!!!!!!!!!

-Co się stało?- do pokoju swojej córki wpadł Daniel Granger. Połowa jego twarzy była w piance do golenia, a w ręce trzymał maszynkę, przez ramię miał przerzucony ręcznik, który miał posłużyć w razie czego jako broń.

-Jak my się dostaniemy na dworzec?

-Limuzyną ?- zapytał mężczyzna zdziwiony pytaniem swojej księżniczki.

-Nie możemy.

-Nie możemy?

-Tato, czy Tobie trzeba wszystko tłumaczyć?

-Co mi trzeba tłumaczyć?

Miona załamała się „ogranięciem” Daniela , a właściwie jego brakiem .

-Przecież wczoraj wieczorem powiedziałam Ci , że Dumbledore napisał, iż musimy przejść przez ścianę między peronami 9 i 10 niepostrzeżenie.

-A co ma do tego to, jak dostaniemy się na dworzec?

Po tym pytaniu z jedenastoletniej dziewczyny uleciały wszystkie siły życiowe.

-Kim jesteś z zawodu, tato?

-Projektantem.

-Jakim?

-Sławnym.

-I skromnym- dodała Miona ironicznie w myślach.- Kto za Tobą podąża i śledzi każdy Twój krok?- zapytała na głos.

-Dziennika…. AAAAAAA nie mogłaś tak od razu?

-Nie ważne. No to jaki jest plan?

-LIAM!!!!!!!!!!!

-Co mogę dla Pana zrobić?

-Wymyśl jakiś sposób na dostanie się na Dworzec Główny bez zwracania uwagi  paparazzi.

-A gdyby Stella ucharakteryzowała Was ?

-Dobrze, ale to nie zmienia faktu, iż rozpoznają nas po limuzynie.

-Mogą Państwo pojechać moim samochodem. Nie należy do najlepszych, ale ma przyciemniane szyby…

-Świetnie. Idę zadzwonić po Stellę.

-Kim jest Stella?- zapytała niedoinformowana dziewczynka.

-Ona maluje kobiety na pokazy ubrań zaprojektowanych przeze mnie-odpowiedział Daniel.

Kiedy Pan Granger opuścił pokój Miony, Liam zamierzał pójść w jego ślady.

-Czekaj.

-Co się stało księżniczko?

-Możemy porozmawiać?- zapytała jedenastolatka. Mężczyznę , który pracował dla Daniela, traktowała jak najlepszego przyjaciela. Zawsze zwierzała Mu się ze swoich przemyśleń, wątpliwość. Był dla Niej jak pamiętnik, tyle  że lepszy od papierowego, gdyż odpowiadał. Liam był przystojnym, wysokim i inteligentnym trzydziestoletnim mężczyzną, kawalerem.

-Boję się.

-Czego kochanie?

- Opowiadałam Ci o tym chłopaku, którego spotkałam z rodzicami na przekątnej, pokątnej, czy jak jej tam było.  A co jeżeli inni mnie przekreślą, bo jestem „SZLAMĄ” ?

Mężczyzna usiadł na łóżku obok swojej pupilki i przytulił ją.

-Skarbie, społeczeństwo dzieli się na wiele sposobów. Jednym z nich jest na tych, którzy oceniają po pochodzeniu, wykształceniu, majątku, a inni po tym jaka właściwie jest osoba. Nie martw się na pewno znajdziesz w Hogwarcie jakąś przyjaciółkę.

-A co jeśli znajdę przyjaciółkę, ale reszta będzie mi uprzykrzała życie?

-To wtedy będą mieli ze mną do czynienia.

-A co jeśli Cię rozpoznają i wsadzą do więzienia, o ile coś takiego mają?

-Nie martw się, przebiorę się w taki sposób, że nikt mnie nie rozpozna. Nawet Ty.

-Ja Cię zawsze rozpoznam. A co jeśli ich będzie za dużo i nie dasz sobie rady.

-Jeżeli powiesz mi, iż jest więcej niż pięciu, to poproszę moich znajomych o pomoc.

-A co jeśli…

-Księżniczko, dlaczego rozpatrujesz  tylko czarny scenariusz? Może okaże się, że ta szkoła będzie najpiękniejszym wspomnieniem z Twojego życia. Może spotkasz tam przyjaciół. Może to będzie nie zapomniana przygoda. Z resztą nie zapominaj o umowie, jaką zawarłaś z rodzicami: jeżeli po miesiącu stwierdzisz, że Ci się tam nie podoba, wrócisz do domu.

-Pamiętam. Wymieniając zalety zapomniałeś dodać jedno „może”.

-Hm?

-Może spotkam tam mojego przyszłego  męża………- Hermiona rozpłynęła się.

-A co to, to nie.

-Dlaczego?

-Bo zabiję każdego chłopaka, który zbliży się do Ciebie, na zasadzie więcej niż przyjaciel. Jesteś za młoda na to, aby mieć partnera.

- Kto, jak kto, ale Ty powinieneś wiedzieć, że żartowałam. Żadnych facetów przed trzydziestką.

-Jestem z Ciebie dumny- mężczyzna jeszcze raz przytulił swój skarb i wyszedł z pokoju, aby Miona mogła się ubrać. Kiedy jedenastolatka otworzyła drzwi od garderoby, po raz drugi tego dnia w domu Grangerów, można było usłyszeć krzyk:

-TATO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-Co się stało córeczko?- tym razem mężczyzna przyszedł już ubrany w dżinsy i  koszulę, a na twarzy nie miał pianki.

-Nie mam się w co ubrać – powiedziała smutna Miona. Dziewczynka w myśli zacytowała : Dzieci szewca chodzą bez butów, a dzieci lekarza chore.

-Nic się nie martw.

-Jak to mam się nie martwić skoro  nie mam się w co ubrać, a tym bardziej nie mam co ze sobą wziąć.

-Zamknij oczy i daj mi rękę.

Mężczyzna wyprowadził córkę z jej pokoju i zaprowadził do swojego gabinetu, gdzie podszedł do ściany i wbił szyfr. Nagle przed nimi otworzyło się przejście do innego pomieszczenia. Daniel wszedł do niego „ciągnąc” za sobą  Mionę.

-Otwórz oczy- wyszeptał do ucha jedenastolatki.

-Tato, skąd się tu wzięło tyle cudownych ubrań?

-Chyba nie zapomniałaś, że jestem projektantem?

-Nie, ale zaprojektowanie tych strojów musiało zająć lata.

- Kiedy ustaliliśmy, że jedziesz do Hogwartu, pomyślałem, iż będziesz chciała mieć ze sobą trochę modnych ubrań.

-Jesteś najlepszym ojcem na świecie- stwierdziła Mionka i mocno przytuliła swojego rodziciela.

-D.u.s.i.s.z- wyksztusił Daniel. Mimo wszystko zadowolony z efektu jaki uzyskał- uśmiech na twarzy Herm był dla niego cenniejszy niż wszystko inne co osiągnął .- Skarbie, wybierz w czym chcesz pojechać, a resztę każe Tatianie zapakować .

Hermiona rozglądała się po ubraniach. Zdecydowała, że na podróż ubierze się sportowo. Wybrała długie dżinsy, różową koszulkę na szerokich ramiączkach, na którą narzuciła szare bolerko, zaprojektowane na bluzę. Tzn. miało długie rękawy, kaptur i zamek z przodu, ale sięgało do połowy klatki piersiowej. Do stroju dobrała różowe adidasy, ciemne okulary na głowę – zamiast opaski do włosów, torebkę w kształcie kuferka. W kolorze  różowym  z szaro- czarnymi elementami. Dziewczyna zadowolona z efektu jaki uzyskała poszła do przedpokoju,  gdzie czekali na nią ucharakteryzowani rodzice, ona nie musiała poddać się temu zabiegowi, gdyż nigdy, jak dotąd, jej zdjęcie nie trafiło do gazet, poza tym w pomieszczeniu był jeszcze Liam i Tatiana.  Ostatnia dwójka mocno wyściskała Mionę, życzyła powodzenia i kazała przysyłać listy. Następnie nastolatka wraz z rodzicami wsiadła do samochodu. Hermiona obserwowała swoje ukochane miasto- Londyn i zastanawiała się, kiedy je następnym razem zobaczy : za miesiąc, czy dopiero w czasie świąt Bożego Narodzenia. Nie pamiętała, kiedy wysiadła z pojazdu, przeszła przez ścianę, momentu pożegnania z rodzicami. Siedziała w samochodzie, a teraz nagle stała na środku korytarza w pociągu i nie wiedziała, co ze sobą począć.  Zaczęła iść przed siebie, zaglądając przez okienka do przedziałów. Nagle na kogoś wpadała. Tym kimś okazał się nie kto inny, jak znajomy z pokątnej. Nie odzywając się do siebie wstali z ziemi i ominęli się. Kiedy Miona zaczęła się cieszyć, że tym razem ich „spotkanie” odbyło się bez nieprzyjemność, usłyszała:

-To nie pokaz mody szlamo- zabolało.

Drzwi jednego z przedziałów otworzyły się i nieznana Mionie dziewczyna wciągnęła ją do środka.

-Nie przejmuj się nim- ma kasę i myśli, że cały świat z tego powodu do niego należy.

-Dzięki, ale nie przejmuję się nim.

Usiadły razem w przedziale i zaczęły rozmawiać .

-Ładna pogoda.

-Zgadzam się z Tobą.

-Do jakiego domu chciałabyś trafić?-zapytała Miona, która w wakacje poczytała trochę o Hogwarcie, dzięki czemu wiedziała, że uczniowie w tej szkole należą do czterech różnych i rywalizujących ze sobą grup.

-Do Slitherin’u. Ja i mój tatuś jesteśmy wężoustni.

-Co to znaczy?

-Rozmawiamy z wężami.

-Możesz powtórzyć?

-Rozmawiamy z wężami.

-Też tak chcę!!!-odpowiedziałam.

-Mój ojciec nazywa się Lord Voldemort. Jest szurnięty, marzy o władzy, ale poza tym jest całkiem fajnym ojcem.  A Twój ?

-Nazywa się Daniel Granger i jest projektantem.

-Jesteś córką tego sławnego projektanta?

-Nom.

-Jejjjjjjjjjjjjjj. Jej, jej.

Dziewczynką bardzo szybko minęła podróż, w czasie której bardzo dużo rozmawiały. Przed ceremonią przydziału obiecał sobie, że nawet, jak trafią do innych domów, to będą utrzymywać ze sobą kontakt.  Po przydziale obie  były szczęśliwe i smutne za razem. Szczęśliwe, bo były razem, smutne, bo żadna z nich nie miała poczucia,  że należy do tego domu. Nie pasowały tam. Wiedziały, że Gryffindor to nie miejsce dla nich. Dormitoria były dwu osobowe. Miona wybrała łóżko przy oknie, Pansy natomiast spała na łóżku koło drzwi. Dziewczyny miały własną garderobę, w której poukładane były już ich ubrania. Gdy dziewczynki przekroczyły próg pomieszczenia Pansy pisnęła:

-Jeju skąd Ty masz takie superowe ciuchy? Nie odpowiadaj.

-Jak chcesz to też możesz w nich chodzić.

-Naprawdę?

-Oczywiście. Też się cieszysz, że od tego roku noszenie szat jest „dla chętnych”?

-Bardzo.

Następnego dnia przy śniadaniu rozdane zostały plany lekcji. Okazało się, że pierwszą lekcją w nowej szkole są eliksiry. Hermiona i Pansy usiadły w trzeciej ławce.

-Witam. Nazywam się Snape. Severus Snape. Jak zapewne wiecie i się domyślacie uczę eliksirów. Pamiętajcie, nie jestem nauczycielem. Jestem Mistrzem. Mistrzem eliksirów. Mistrzem pisanym przez duże M.

-O Boż…- wymknęło się z ust Miony.

-Pani w turkusowym sweterku coś mówiła.

Nikt się nie odezwał.

-Mówię do Ciebie w turkusowym sweterku. Trzecia ławka, pod ścianą. Pansy miała na sobie sukienkę w kwiaty, więc Miona domyśliła się , że to o nią chodzi.

-Mój sweterek jest w kolorze różowym.

-To turkus. Z resztą nie ważne. Mówiłaś coś.

-Nie. Nic.

-Mniejsza.  A zapomniałbym – 10 punktów dla Gryffindoru za rozmawianie na lekcji.

-Ale.

- - 10 punktów za mówienie bez podniesienia ręki. – Zirytowana Miona podniosła rękę do góry.

-Dziecko opuść rękę, teraz ja mówię.

Herm doszła do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu, aby ciągnąć to dłużej, więc tym razem pozwoliła wygrać nauczycielowi, uroczyście przysięgając sobie w duszy, że jeszcze się zemści. Po zajęciach „Mistrza” przez duże M, przyszedł czas na Transmutacje i pozostałe lekcje. Wieczorem wykończona Miona padła na łóżko.

-Nie mam siły oddychać- powiedziała od niechcenia Pansy.

-Ja też, a muszę napisać  list do rodziców.

-Ja też powinnam, ale zrobię to jutro.

Herm chwyciła pióro i papier. Szło jej powoli, bo jeszcze się nie przyzwyczaiła do tego nietypowego przyrządu.

 

Drodzy rodzice!

            Przekażcie Liam’owi, że miał rację. Już w pociągu poznałam dziewczynę- Pansy, która może w niedługim czasie zostanie moją przyjaciółką.  Dzisiaj miałam pierwsze lekcje. Chyba podpadłam nauczycielowi od eliksirów, ale mówi się trudno. Pozostali nauczyciele są całkiem, całkiem. Dyrektor osobiście poznaliście, więc nie będę o Nim pisać. Jedzenie jest bardzo dobre, ale nie dorównuje potrawom Tatiany.

            Jest tylko jeden problem. Dość zabawny problem. Papier toaletowy. A właściwie jego brak. Myślałam, że to wyjątkowa sytuacja, ale po rozmowie z piątoklasistką dowiedziałam się, że jest to stałe niedopatrzenie. Dostajemy 5 rolek tygodniowo, a chyba nie jest trudną matematyką pomnożyć 6 klas razy 4 domy razy ok. 20 dziewczyn. Dlaczego 6 klas, a nie 7? Dlatego, że w czerwcu uczniowie klasy 6 są uczeni zaklęcia na wytworzenie papieru toaletowego. Do tego czasu trzeba się niestety o niego bić. W znaczeniu przenośnym i dosłownym.

            Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku. Już tęsknię.

Wasza Mionka.

 

Herm zawołała  jedno z tych dziwnych stworzeń, zwanych przez wszystkich skrzatami, aby przyniosło jej sowę.

Po chwili Angel była już  z ptakiem w ręce w pokoju dziewczynek. Miona wysłała list i położyła się na łóżku koło Pansy.

-Co powiesz, abyśmy wspólnie się pouczyły?

-Świetny pomysł.

Chwilę po tym, jak dziewczyny skończyły, sowa zastukała w szybę. Miała przywiązany do siebie list i paczkę papieru toaletowego.

Droga Hermiono!

            Cieszymy się, że podoba Ci się szkoła. U Nas wszystko w porządku. Będziemy Ci co tydzień przysyłać papier, abyście z Pansy nie musiały zawracać sobie tym głowy. Lecimy- zaraz jest pokaz ubrań taty.

Kochamy Cię

Rodzice

-Znowu.

-Hm?

-Nic.

-Skoro już zaczęłaś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz