Hej :) Wam też weekend minął zdecydowanie za szybko? Rozdział zabetowany przez Catty. Dedykacja dla wszystkich :D
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zacisnęła mocno powieki. Gdy otworzyła oczy , zobaczyła, że siedzi przed drzwiami z jasnego drewna. Szybko wstała i podniosła rękę, jednak zatrzymała ją w połowie drogi do drzwi. „Czy powinnam się wtrącać w jego życie? Może ma własne problemy, a ja Mu jeszcze dorzucę. „ Rozmyślenia Hermiony przerwało skrzypnięcie, a w progu znajdował się On. Kobieta nie wytrzymałą i przytuliła się do Niego. Zdezorientowany objął swoją przyjaciółkę. Poczuł, że materiał Jego koszuli przemógł całkowicie, ale nie przejął się tym. Wprowadził Mionę do mieszkania i usadowił ją na kanapie, cały czas przytulając. Siedzieli w jednej pozycji dopóki z oczu Hermiony nie przestały wypływać kolejne łzy. Hermiona odsunęła się od swojego przyjaciela na nie wielką odległość i zaczęła patrzeć w Jego niezwykłe, niebieskie oczy. Obwódki były mocne, jednak im bliżej źrenic tym kolor tęczówek stawał się co raz jaśniejszy. Kobieta kochała te oczy, z których mogła czytać o wszystkim, co przeszedł Jej przyjaciel. Nie raz widziała w nich ból, cierpienie, ale częściej radość, błyskotliwość i empatię. Cieszyła się, że teleportowała się tutaj. Nie poganiał jej, nie zaczynał na siłę rozmowy, wiedział, iż jak będzie gotowa sama się odezwie i opowie Mu o wszystkim, czym chce się z Nim podzielić. Patrzyli na siebie w zupełnej ciszy przez długi czas, oboje byli głęboko pogrążani w myślach. Ona zastanawiała się, co ma powiedzieć, jak to sformułować. Czy powinna wspominać o śmierci Draco, a może narzucić na ten temat kurtynę milczenia. Natomiast On, myślał , co skłoniło Jego ukochaną przyjaciółkę do przybycia pod Jego drzwi. Jeżeli, ktoś ją skrzywdził, to Go popamięta. Przeczuwał, że na stan Hermiony mógł mieć wpływ jakiś fakt związany ze śmiercią Draco. Jak na przedstawiciela płci męskiej miał bardzo dobrze rozwiniętą intuicje, która podpowiadała Mu, że nadchodząca rozmowa będzie jedną z najtrudniejszych, w jego i tak nie usłanym różami, życiu.
-Will’u…
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W tym samym czasie:
-Zab, Zab, Zabini- wrzasnęła Ginny próbując oderwać swojego męża od swojej szyi.
-Coś się stało, kochanie, że przerywasz zabawę w takim momencie?- zapytał zdziwiony mężczyzn.
-My się tu, jak słusznie zauważyłeś, bawimy, a co z Mioną?- powiedziała, po czym zeskoczyła z biurka, na którym dotąd siedziała, po czym strzepnęła niewidzialny kurz z ubrania.
-Totalnie o Niej zapomniałem.
Ginny spuściła głowę i zaczęła się zastanawiać, czy jest szansa, że jej mąż jeszcze dojrzeje i przestanie w kółko myśleć o jednym.
- Chodźmy Ją poszukać- powiedział Blaise.
-Wreszcie wpadłeś na coś mądrego, panie Zabini.
-Ale, o co Ci chodzi?
Diabełek nie poznał odpowiedzi na swoje pytanie, gdyż Jego żona zdążyła opuścić już klasę McGonagall.
-Ginny?
-Hm?
-Swoją drogą, to w życiu nie pomyślałbym, że polubię biurko w sali McGonagall.
Po tym stwierdzeniu oboje się roześmiali i wtuleni w siebie zaczęli przeszukiwać kolejne gabinety Hogwartu.
Wydawało mi się, że juz pisałam tu komentarz.... Ale w każdym razie, na pewno Ci chociaż mówiłam, że wręcz ubóstwiam Diabełka z Twojego opowiadania...?! <3
OdpowiedzUsuńOgólnie to jak zwykle świetne i nie mogę się doczekać kolejnej część :3